Mały traktat o sumieniu


Nie wiadomo,
czym jest.

Ani to organ,
ni materii cząstka
w morzu zamkniętej cielesności.

To wszakże nawet
nie chemiczny składnik
w fabryce mikroelementów
organizmu.

Bez względu na to,
czym sumienie jest,
ono jest.

I dobrze, że jest.
Bowiem jego obecność
nie pozwala zginąć.

Niewidoczna siła sumienia
przewyższa siłę armii.

Potrafi zmieniać
koleje losów świata.

Ot, niech weźmie
w obroty króla
lub innego władcę,
to jego decyzje potem
może sławić ludzkość.

Fluorescencja sumienia
jest zadziwiająca.

Niejednego zbłąkanego
wprowadza na dobrą drogę.
Niejedną krzywiznę wyprostuje,
krętactwu zapobiegnie.
Stanowi granicę ochronną,
niewidzialną szybę,
przez którą niecna pokusa
krzywdy uczynić nie zdoła.

W zasięgu czystego sumienia
inni są także bezpieczni.

Złem owładnięci wiedzą,
jakie tortury im sprawia.

Tyranizuje tyranów
w momentach eksplozji.

Tylko na krótko
udaje się je zagłuszyć.

Ono się budzi znienacka
i rozpoczyna o człowieka
bój
w świecie
pięknym jak baśń,
lecz groźnym jak zasadzka,

w naszym świecie
trudnym,
jak czas
decydującej
próby.


Image

Poezja księdza Janusza Adama Kobierskiego, choć od początku jest jednorodna, nazywana bywa przez krytyków różnymi określeniami. Piszą o niej jako o poezji religijnej, kapłańskiej, antycznej, kulturowej, biblijnej... jest przecież autorem tomiku z licznymi wierszami z Ziemi Świętej. Ta współczesna poezja księdza poety jest na tyle uniwersalna, że trafia do Czytelników o różnych gustach literackich.