W Żelazowej Woli,
w krainie Jego dzieciństwa,
dworek
w słonecznym majowym dniu,
otwarty na przestrzał,
emanuje obecność
dawnych mieszkańców
W tle mazurków
park wiosenny ze stawem
i rechotem żab.
W alejach cień się pręży,
snują się melodie
rzewne, śpiewne;
te, które Fryderyk
jako dziecko łowił
z mazowieckich pól:
brzęczenie owadów,
śpiew ptaków,
szum wierzb płaczących,
zawodzenie jesiennego wiatru.
Symfonia przyrody
w tym miejscu
genialnych uniesień.
Tędy chadzał On
i słuchał, słuchał.
Tutaj świat
owijał się w muzykę,
którą chłonął,
którą się upajał,
która Go wpisała
w swoje dzieje.